Mińsk: Fotograficzne podwójne „u-wiązanie” kobiet

марта 29, 2013 — main1ain
Filed under:

Od 14 do 23 marca 2013 r. Mińsk gościł wystawę fotograficzną «Sztuka bycia prawdziwą», stworzoną w ramach współpracy między Jolą Miłają i Tatianą Tichomirową. Autorki twierdzą, że inspiracją do powstania serii zdjęć była chęć wypowiedzenia się przeciw współczesnym normom wyglądu. Popierają one naturalne piękno, dlatego zaproszone do sesji fotograficznych białoruskie kobiety sukcesu były bez makijażu.

Фотопроект

Projekt fotograficzny «Naturalne piękno»

Tak przynajmniej autorki twierdzą, choć na wideo z sesji wyraźnie widać, że większość modelek ma silne podkreślenie policzków różem, nałożony krem tonujący, ołówek do oczu, cień do powiek i tusz do rzęs.

Wideo z sesji zdjęciowej «Sztuka bycia prawdziwą — naturalne piękno»:

Efektem są fotografie, gdzie kobiety są przedstawione na białym tle w tonach czarno-białych. Kolorystyka przekazuje nastrój lekkości i czystości, co ma prawdopodobnie ucieleśnić naturalność kobiecego piękna. Bohaterkami zdjęć są głównie przedstawicielki białoruskiego show-biznesu: piosenkarki i prezenterki telewizyjne, a także właścicielki świetnie prosperujących firm.

— Niestety dziś coraz więcej młodych dziewcząt kładzie się pod nóż chirurga plastycznego — ukrywają swoją młodość i świeżość pod tonami makijażu, za pomocą czego próbują zbliżyć się do standardów piękna narzuconych społeczeństwu przez media i reklamy — mówi twórczyni projektu Jola Miłaja.

Co ciekawe, opowiadając się za naturalność i przeciwko kanonom piękna glamour, autorki projektu mimo to same pozostają w ściśle określonych ramach tych samych kanonów. Wśród zaproszonych modelek nie ma kobiet w starszym wieku, puszystych lub o niestandardowych w wyglądzie. Ani kolczyków w brwiach, ani zmarszczek, ani orlego nosa u żadnej nie zaobserwowano. Poza tym zdjęcia zostały wyretuszowane, co pozwala ukryć ewentualne wady skóry i sprawia, że rysy twarzy stają się bardziej wyraziste. Wszystkie są młode, prężne i, bez wątpienia, piękne, ale bez przekraczania tychże «kanonów glamour».

Cel nie został osiągnięty. Sam projekt stał się patriarchalnym wyzwaniem stawianym kobietom w społeczeństwie postsowieckim: «bądź naturalną bez stosowania różnych środków», ale jednocześnie «bądź idealnie piękną i młodą.»

Przesłanie takie doskonale wpisuje się w koncepcję opracowaną w latach 50. ubiegłego wieku przez multidyscyplinarnego naukowca Gregory’ego Batesona: «a double bind» [z ang. — «podwójne wiązanie»]. Teoria ta opisuje symultanicznie kierowane do odbiorcy sprzeczne przekazy, należące do różnych poziomów komunikacji, na przykład: w słowach wyraża się miłość, a równolegle zachowanie niewerbalne wyraża nienawiść. W formie ustnej przekazywano jedno, a poprzez mimikę i gesty — zupełnie coś innego. Łącznie całe przesłanie brzmi mniej więcej tak: «rozkazuję ci nie wykonywać moich rozkazów.» Ofiara, która jest poddawana «podwójnemu wiązaniu», czuje się niekomfortowo i, próbując wykonać oba polecenia lub zignorować jedno z nich, zawsze okazuje się «przegraną» i «odrzuconą» przez społeczeństwo. W efekcie białoruskie kobiety poruszają się w schizofrenicznym systemie wymagań.

Szczególnie trudno jest kobietom zrealizowanym, sukcesu, aktywnym. Próbując uzyskać akceptacje społeczną, białoruskie przedstawicielki branży IT rywalizują w konkursach piękności, ubrane w bikini (zdjęcia): zostań dumą w branży informatycznej — pokaż ciało nieskazitelne. Białoruskie pisarki uczestniczą w sesji fotograficznej kalendarza pół-erotycznego, żeby zostać zauważonymi w literaturze (zdjęcia): udowodnij, że jest ciekawie czytać Twoje książki — pokaż ciało nieskazitelne. Bizneswomen uczestniczą w «naturalnej» sesji fotograficznej rzekomo bez makijażu, ale malują się do sesji, a najpierw zostają dobierane z uwagi na swój wygląd, a by później ich wizerunki i tak wyretuszować (zdjęcia): bądź niepomalowana — wyglądaj tak dobrze, jak z makijażem.

Na zdjęciach z otwarcia wystawy «Sztuka bycia prawdziwą» rzuca się w oczy fakt, że wiele kobiet-gości i tych uczestniczących w projekcie zaprezentowało się w makijażu o różnej intensywności i z fryzurami wymagającymi profesjonalnej stylizacji i farbowania. Same obaliły deklarowaną niepodległość od piękna powierzchownego, przynajmniej dla siebie osobiście.

Zresztą one po prostu usiłują spełniać sprzeczne zapotrzebowania społeczne, co w rzeczywistości im się nie udaje. To nie one stworzyły zapotrzebowanie na taką kobietę. «Double bind» to świetny sposób na u-wiązanie każdego i spowodowanie, że wątpi się w siebie, a więc w efekcie — zwiększa się obroty handlowe, zmuszając do kupowania wciąż nowych kosmetyków lub robienia operacji plastycznych w coraz młodszym wieku. Miński projekt fotograficzny «Sztuka bycia prawdziwą» stał się kolejnym niewolnikiem tych samych «norm glamour», przeciwko którym protestował. «Sztuka jak wydawać się prawdziwą» to bardziej adekwatna nazwa.

Jeanna Kroemer dla EASTBOOK 

Seksizm w środowisku homoseksualnym

февраля 27, 2013 — main1ain
Filed under:

Ostatnio zauważam, że homofobia w krajach Wspólnoty Niepodległych Państw (WNP) ma jeszcze jedną ciekawą i przerażającą stronę. Przejawia się ona w tym, że ci, którzy akceptują homoseksualizm – lub sami są homoseksualistami – na wszelkie sposoby unikają mówienia o problemach związków jednopłciowych.

Obawiają się, że i bez tego i tak nietolerancyjne wobec nich społeczeństwo będzie się czepiać każdego negatywa i wykorzystywać je przeciwko nim. Dlatego geje i lesbijki w Rosji i pozostałych krajach WNP starają się udowodnić wszystkim, że są „dobrzy”, tzn. że kochają dzieci, są młodzi, kreatywni, wykształceni i zamożni.

Сексизм в гомосексуальной среде, источник: facebook.com

Seksizm w środowisku homoseksualnym, źródło: facebook.com

Próbują oni przekonać siebie i innych, że nie są tacy, jak wszyscy, a nawet lepsi. Starają się niejako przy pomocy stosowania wszelkich metod budować “pozytywny obraz wśród opinii publicznej”  i udowodnić społeczeństwu, że trzeba ich polubić i wreszcie przestać prześladować. Nie jest to oczywiście ich wina, a tragedia. Homoseksualizm w naszych krajach na tyle jest napiętnowany, że nie każdy może znieść piętno „child-free”.

Na przykład przemoc w parach homoseksualnych, a nawet węższy przykład – w związku lesbijskim. W ogóle się o tym nie mówi. Chociaż w źródłach niemieckojęzycznych znajduję pogląd, że przemoc w parach lesbijskich zdarza się prawie tak często, jak w parach heteroseksualnych. Tutaj też mogą zbić, upokarzać, gwałcić lub nawet zabić.

Niemniej jednak byłam zaskoczona, gdy przeczytałam dziś, jak jedna radykalna feministka z Rosji, tj. osoba, która z założenia jest bardziej od innych wyczulona na przemoc, po prostu znęcała się nad kobietą, która przyznała się, że ​​została zgwałcona. Chyba nawet nie rozumiejąc, że używa wszystkie najczęściej spotykane zwroty seksistowskie, kobieta ta najpierw zapewniła, że lesbijki nigdy nie gwałcą, a następnie poprosiła o opis przemocy, przyprawiony złośliwym komentarzem „homofoby wstrzymali oddech w oczekiwaniu i rozpięli spodnie”. Po otrzymaniu szczegółowego opisu aktu gwałtu dalej próbowała przekonać oponentkę, że przemoc zdarza się tylko od mężczyzn, a jeśli kogoś zgwałciła lesbijka, to wcale nie jest lesbijką, bo ma w sobie silny “pierwiastek męski”.

Moim zdaniem to jakiś nowy, lecz jednak tak samo brzydki jak i stary, seksizm – wciąż prowadzi nas do stereotypu i zmusza nas do wiary, że każdy mężczyzna lub kobieta są tacy, a nie inni, od urodzenia. Bo „wszyscy mężczyźni to gwałciciele i wszyscy gwałciciele to mężczyźni”, ponieważ „lesbijka, tj. kobieta, nie jest zdolna do przemocy = wszystkie kobiety nie są zdolne do przemocy”.

A tak zgwałcone lub pobite przez swoje partnerki lesbijki pozostają pod podwójnym uciskiem seksizmu ze strony homofobicznego społeczeństwa, jak i ze strony swoich tolerancyjnych ziomków.

Jeanna Kroemer dla EASTBOOK